Nie taki znowu premium

Czy Gladiator 12″6 touring w wersji PRO jest deską idealną? Subiektywnie oceniam najczęściej polecaną deskę w polskim internecie.


Granatowego Gladiatora rodem z Łotwy po sezonie 2022 można było chyba uznać za przebój lata. Polecany na każdej grupie, wspominany właściwie w każdym wątku i pytaniu o deskę na lato. Czy naprawdę jest aż tak dobry i czy to deska z segmentu premium? Poszukajmy odpowiedzi.

Na samym początku warto zaznaczyć, że jak większość producentów – Gladiator oferuje deski kilku kategorii – uniwersalne all-roundy, touringi (w kilku wersjach) oraz race’y; pozostawiając nam wybór jednej z trzech wersji – Origin, Pro i Ellite. Kuszony niezliczoną ilością pochlebnych opinii i zapewnień o kosmicznej jakości, jesienią kupiłem touringa w wersji pro.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, sup przyjeżdża w genialnej torbie z kółkami, przemyślanej, wygodnej i jakościowo dobrej. Leash z zestawu – bomba, pompka dobra, chociaż dokręcane rączki w trakcie pompowania lubią się obracać. O wiośle za moment, bo czas przejść do deski.

Gladiator touring pro 12”6 to pod wieloma względami bardzo, bardzo dobra deska, którą można, choć nie do końca wiem jak – napompować do 26 psi. Do 26 psi! Przy wadze ok. 120 kg pływam na desce pompowanej do ciśnienia 20-22 psi i sztywność konstrukcji jest zdumiewająca. Z bagażem czy bez – sup ani myśli wygiąć się na wodzie, co czyni Gladiatora sprzętem idealnym dla osób słusznej postury, choć cięższym ode mnie polecam niebieską wersję Wide (86cm szerokości przy 81cm mojej deski).

Jest sztywno, sztywno i jeszcze raz – naprawdę sztywno. Spore ciśnienie, 2 warstwy PVC i dodatkowo wzmacniany reel doskonale zdają egzamin. Deska dość mocno zwęża się ku tyłowi, przez co na wodzie bywa bezlitosna – chwila nieuwagi czy mocniejsze zachwianie równowagi niemal na pewno skończą się nieplanowanym wejściem do wody. O ile dużym all-roundem płynie się komfortowo, jak starym mercedesem, o tyle touring niespecjalnie lubi momenty zapomnienia, a do tego nie jest szczególnie zwrotny.

Ciekawostką niepopartą naukowymi badaniami jest to, że pomimo dłuższego i węższego kadłuba Gladiator na wodzie nie jest wiele (jeśli w ogóle jest) szybszy od… Monstera. Dane ze sportowych zegarków i aplikacji są dla hitu lata bezlitosne – z tym samym wioślarzem, na tych samych trasach sup płynie z podobną prędkością. I tak możemy przejść do wiosła.

Powszechnie zachwalane, karbonowe wiosło Gladiatora jest zwyczajnie… zbyt małe. Podcięte pióro wygląda świetnie, ale jest zdecydowanie węższe od innych na rynku i siłą odepchnięcia w wodzie po prostu nie grzeszy. Prawdopodobnie to wąskie wiosło jest przyczyną niskich osiągów deski z ciężkim zawodnikiem na pokładzie.

Paradoksalnie największą wadą łotewskiej deski jest to, co internauci chwalą najbardziej – jakość wykonania. Producent zgrzewa ze sobą 2 warstwy PVC – nie ma tu śladów kleju, bąbli czy nierówności – pod tym względem sup wygląda niemal doskonale. W czym więc problem? W użytych materiałach, farbach i okleinach. Pianka EVA na pokładzie wgniata się przy każdej możliwej okazji, zostają na niej ślady nawet po sznurkach obu bagażników, niedokręcony korek zaworu zostawi na desce bliznę już na zawsze. Największym problemem tego touringa jest jednak jakość malowania. Jakiekolwiek dotknięcie spodu czy reela kończy się powstaniem paskudnych rys i zadrapań. Zdarty lakier malowania na burtach pojawił się – uwaga – po drugim użyciu deski i wbrew opiniom „znawców” żadne z uszkodzeń nie było efektem ciągania sprzętu po kamieniach. Z dziennikarskiego obowiązku odnotuję, że Gladiator Global nie odniósł się do pytań o potencjalną reklamację deski.

Gladiator nie jest deską tanią czy no-name’ową, przez akcesoria, sztywność i możliwości „pływalne” próbuje aspirować do segmentu premium, ale czy takim da się nazwać sprzęt tracący estetyczne walory przy drugim użyciu? Płacąc za porządne auto nie zakładasz raczej, że lakier zejdzie po pierwszym deszczu?

Gdyby opierać się na opiniach w internetowych grupach – Gladiator jest odpowiedzią na każde z pytań, świętym graalem pompowanych desek. Czy tak jest? Bez wątpienia jest deską dobrą, dającą z pływania sporo satysfakcji. Nie jest za to supem dla osób kompletnie niedoświadczonych, korzystających z uroków wiosłowania od święta czy pływających sporadycznie przy brzegu. I o ile uważam go za deskę, którą pewnie kupiłbym jeszcze raz w wersji Ellite, o tyle nie jest sprzętem, w którym się zakochałem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Zobacz też:

Beskidzka SUPMasa Krytyczna vol.4

Do czterech razy sztuka. W ostatni weekend wakacji odbyła się czwarta edycja Beskidzkiej SUPMasy Krytycznej na Jeziorze Żywieckim. Byliśmy tam z aparatem i oddajemy w Wasze ręce galerię z wyścigów dragonów i sup freestyle’owego szkolenia Yehora Teraski.

więcej

Sanktuarium sztywnych SUPów – rzemiosło i pasja

Wiecie, że sztywne deski wytwarza się także w Polsce? Nasze zostały zbudowane od zera w niewielkiej Kobylarni koło Sierakowa specjalnie dla nas. Jak się je tworzy i dlaczego są tak bardzo unikalne na kanale SUP Wędkarz opowiada Jędrzej Kafkowski, jedyny polski shaper SUP.

więcej

Poznajcie Furię!

Z założenia deska miała być jak najbardziej wszechstronna, dawać frajdę na spokojnym jeziorze jak i pofalowanym morzu. No i oczywiście musiała sobie poradzić z moją wagą. Tak powstała Furia. Styropianowy rdzeń pokryty karbonem o wymiarach 10,1 x 33 (303 x 83 cm) w typowym dla longboarda kształcie.

więcej