Stało się, w mojej stajni pojawił się pomarańczowy touring od Uone. SUP polskiego producenta ma sławę deski niemal legendarnej. W ostatnich dniach pokonałem na Wandererze nieco ponad 50 kilometrów. Czy jest tak dobry i skąd bierze się opinia o „Wandzie”? Postaram się odpowiedzieć niżej.
Wanderer marzył mi się od momentu, kiedy zobaczyłem w internecie kilku gości płynących Odrą 900km z deskami obładowanymi jak dromadery. Masa opinii w internecie o tym, jak deska lubi ciężary utwierdzała mnie w przekonaniu, że to będzie mój kolejny wybór. Kiedy Gladiator odmówił posłuszeństwa, w mojej małej, wodnej kolekcji pojawiło się ponad trzynaście stóp pomarańczowego marzenia, ale do rzeczy..
Zacznijmy od końca. Akcesoria. Pierwsze, co przychodzi mi do głowy to „zwolnijcie fotografa”. Akcesoria, które dostajesz z deską są naprawdę bardzo, ale to bardzo porządne. Elastyczny fin – bardzo wytrzymały. Żółty leash – estetyczny, porządnie wykonany, przez montowanie do tylnych d-ringów – kompletnie niewyczuwalny podczas pływania, naprawdę wygodny. Wiosło. Żółty pagaj nie należy do najlżejszych ani najlepiej wyważonych wioseł z jakimi pływałem. W pierwszym kontakcie może wydawać się nieco ciężki, ale wymaga po prostu chwili przyzwyczajenia. Największym zaskoczeniem jest plecak, a właściwie torba (w każdej zaczynam od schowania plecakowych szelek). Na zdjęciach producenta robi wrażenie workowatej – w rzeczywistości jest wykonana z dość sztywnego materiału i solidnie zszyta. Jest wyposażona w kółka, solidne uchwyty na górze i bokach. Co najważniejsze – ma z przodu ogromną kieszeń na pompkę i akcesoria.
Sama deska jest wykonana solidnie. Design bez fajerwerków, za to użytkowo pragmatyczny. Uchwyty do przenoszenia + dwa gumowe, które wolałbym przesunąć do przodu, żeby zostawić więcej miejsca na stopy; prosta pianka eva bez zbędnych wycięć; dwa spore bagażniki – duży z przodu i mniejszy na rufie deski. Producent fabrycznie montuje trzy gwintowane gniazda do montażu kamer i akcesoriów – na gwint 1/4 cala lub M8 – ten może się trafić losowo. Montaż – GoPro jest trochę bardziej czasochłonny i wymaga znalezienia odpowiedniego uchwytu (i redukcji, zależnie od gniazda), ale pozwala uniknąć przyklejania do deski cudów, których nie sposób się potem pozbyć. Na desce nie ma bąbli, nic nie odchodzi, jakość wykonania stoi na wysokim poziomie.
Moje jedyne zastrzeżenie do deski to kształt pokładu. W obu egzemplarzach, na których pływałem występuje ugięcie. Po przejrzeniu połowy internetu doszedłem do wniosku, że część Wandererów zachowuje na wodzie idealny kształt, a część ma nieco zadarty dziób i rufę niezależnie od wagi użytkownika.
Przy pierwszym wejściu na deskę miałem mieszane uczucia. W oczy rzucała się szerokość – przyzwyczajony do szerszych desek – miałem wrażenie, że Wanderer może być dla mnie zbyt wąski szczególnie w sytuacji, kiedy stanę na wysokości środkowego uchwytu. Przesunięcie stóp do tyłu o 15 cm daje zdecydowanie więcej poczucia komfortu, ale kołysanie na boki wciąż jest dość odczuwalne. I tu zaskoczenie, bo mimo uczucia słabszego balansu, nie jest tak łatwo Wanderera przewrócić, a mimo kilku zawahań równowagi – na dystansie ok. 50 kilometrów w różnych warunkach nie udało mi się ani razu wpaść do wody.
To, co uderza podczas pływania na touringu Uone to lekkość z jaką deska porusza się po wodzie. Wystarczą dwa, trzy odepchnięcia wiosłem i deska sunie po jeziorze. Przy regularnym wiosłowaniu Wanderer bez większego wysiłku porusza się z prędkością 5.5 km/h z wioślarzem o wadze ponad 120 kilogramów. Dłuższy finbox pozwala przesunąć płetwę o kilka centymetrów do tyłu przez co deska lepiej trzyma kurs. Pagaj lubi być trzymany dość nisko – ręce zbyt blisko siebie mogą powodować nieprzyjemne szarpnięcie wody, za to wiosło trzymane prawidłowo zapewnia całkiem dużą siłę odepchnięci, co daje uczucie „odejścia” na wodzie.
Paradoksalnie, mimo szerokości Wanderer dostarcza dużego komfortu na wodzie. Ba, można odnieść wrażenie, że pionowe prowadzenie wiosła w wodzie jest dzięki temu łatwiejsze, a pióro praktycznie nie obija burt supa. Deska ewidentnie lubi większe odległości. Podczas 5-kilometrowych tras nie odczuwałem praktycznie żadnego zmęczenia, czy dyskomfortu stóp. Wbrew wielu opiniom, ponad trzynastostopowy sup jest całkiem zwrotny i dość łatwo manewrowalny nawet z finem odsuniętym maksymalnie do tyłu. Wandzia wymaga natomiast odrobinę wprawy przy bocznych falach.
Skąd bierze się fenomen touringa od Uone?
Biorąc Wanderera do rąk myślę sobie: „dziś już nikt nie produkuje tak desek” i bynajmniej nie jest to zarzut o przestarzałą technologię. Przeciwnie – Wanderer daje poczucie bezpieczeństwa. To deska, która czego nie dowygląda to dopływa.
Po drugie Wanderer jest deską do bólu wręcz pragmatyczną. Wszystko z czym masz tu do czynienia stworzono po coś. Praktyczne bagażniki, elastyczny fin, stosunkowo niebrudzące się malowanie i kolory. Nawet dwa dodatkowe, gumowe uchwyty zaprojektowano tak, by nie ulegały przemoczeniu, a deskę można było szybko spakować.
Tak naprawdę największą siłą Uone Wanderer jest… Uone. Nie bezimienna korporacja, tylko poznańska firma z ludźmi, na których jako klient możesz liczyć w każdej sytuacji, a do tego świetny serwis praktycznie na miejscu. Uone odpowiedzieli na dziesiątki pytań, na zdjęcia odpowiadali zdjęciami, całkowicie bezinteresownie przysłali kurierem nawet redukcje do mocowania kamer w fabrycznych uchwytach. Ci goście tworzą gigantycznie wysoki standard obsługi klienta.
Po kilku czy kilkunastu kilometrach pokonałem dwa na moim starym touringu i wiesz co? Zdecydowanie zostaję na Wandererze.
